Deportivo Alavés Athletic Bilbao Atlético Madryt FC Barcelona Celta Vigo Deportivo La Coruña Eibar Espanyol Getafe Girona Las Palmas Leganés Levante Málaga Real Betis Real Madryt Real Sociedad Sevilla Valencia Villarreal

Podsumowanie 15. kolejki La Liga

LaLiga Patryk Tabak @11.12.2018 | Przeczytano 130 razy

Podsumowanie 15. kolejki La Liga
Źródło: Sportskeeda

Co działo się na hiszpańskich boiskach w 15. serii gier?

Leganés - Getafe 1:1
(Nyom 64' - Cabrera 39')

15. seria gier rozpoczęła się od meczu na Butarque, gdzie znajdujące się w dolnych rejonach tabeli Leganés podejmowało Getafe, które po ostatniej kolejce wskoczyło na wysokie, szóste miejsce. Goście spod Madrytu nie przegrali na wyjeździe od 19 sierpnia, gdy ulegli 0:2 Realowi Madryt, i swoją passę podtrzymali także w meczu z Ogórkami. Gospodarze byli w tym spotkaniu lepsi (czyt. konkretniejsi), jednak stać ich było tylko na jedno trafienie- Nyoma. Getafe, w kontekście przebiegu całego spotkania, może być usatysfakcjonowane zdobyciem tego jednego oczka.

 

Atlético Madryt - Deportivo Alavés 3:0
(Kalinić 25'; Griezmann 82'; Rodrigo 87')

W hicie 15. kolejki spotkała się ze sobą druga i czwarta drużyna. Los Colchoneros nie mieli jednak problemów z pokonaniem rewelacji obecnego sezonu. Podopieczni Diego Simeone długo prowadzili wprawdzie skromnie, bo tylko 1:0, ale chyba przyzwyczailiśmy się wszyscy, że ten wynik piłkarze Atlético po prostu lubią. Na boisku ekipa z Mendizorroza nie miała porównywalnych argumentów i całkowicie zasłużenie z Wanda Metropolitano zeszła z druzgocącą porażką. Czas pokaże, czy ta przegrana zachwieje wiarą w zespół i czy ekipa Alavés będzie potrafiła pozbierać się po takim ciosie. Porażka skutkowała wypadnięciem z czołowej czwórki.

 

Valencia - Sevilla 1:1
(Diakhaby 90+2' --- Sarabia 55')

Na papierze bodaj najciekawszy mecz 15. kolejki, choć tabela na to nie wskazywała. Valencia zajmuje bowiem miejsce w dolnej połówce tabeli i w tym sezonie częściej dostarcza kibicom powodu do zawodu, aniżeli radości. Nietoperze mają jednak to do siebie, że nawet w fatalnej formie są w stanie przeciwstawić się największym drużynom ligi. A Sevilla do takich w tym sezonie mimo wszystko należy - Andaluzyjczycy zajmują przecież pozycję wicelidera. Na Estadio Mestalla to gospodarze sprawiali momentami lepsze wrażenie, toteż śmiało można powiedzieć, że bramka Diakhaby'ego zdobyta w doliczonym czasie gry, była mimo wszystko zasłużona. Sevilla pozostała na drugim miejscu, choć strata do Barcelony wzniosła już do trzech punktów, zaś Los Ches wciąż okupują 15. lokatę.

 

Villarreal - Celta Vigo 2:3
(Bacca 83', 87' --- Mendez 44'; Yokuslu 49'; Gómez 51')

Przed tygodniem zastanawialiśmy się, czy zwycięstwo z dołującą Hueską może stanowić przełamanie dla ekipy Celty, która przecież w piłkę grać potrafi. I ta kolejka udowodniła, że tak. Oczywiście - Żółta Łódź Podwodna, podobnie jak Valencia, boryka się w tym sezonie z kryzysem (17. miejsce w tabeli!), jednak gości z Vigo pokonać jednak mogła. Dlaczego? Choćby dlatego, że Celta miała na koncie serię sześciu meczów bez zwycięstwa z rzędu w meczach wyjazdowych i była po prostu, jakkolwiek to nie zabrzmi, idealną drużyną na przełamanie. Świetny koniec pierwszej i początek drugiej połowy wystarczyły jednak, by Villarreal wypunktować. W końcówce zerwał się jeszcze Carlos Bacca, jednak nie wystarczyło to, by dogonić Celtę. Żółta Łódź wciąż głęboko pod wodą, zaledwie lepszy bilans bramkowy dzieli ją od przebicia dna.

 

Espanyol - Barcelona 0:4
(Messi 17', 65'; Dembélé 26', Suárez 45')

Derby miały pokazać nie tylko dominację w regionie, ale i odpowiedzieć na pytanie, czy drużyna Ernesto Valverde w końcu złapała stabilną formę i będzie w stanie regularnie wygrywać. Katalończycy w 14 meczach stracili powiem aż 12 punktów, co jak na tę drużynę jest po prostu czymś, co powinno budzić niepokój. Barcelona jednak nie tylko pogrążyła mający na koncie trzy porażki z rzędu Espanyol w kryzysie, ale wręcz upokorzyła go na własnym stadionie. Bramki zdobyte przez Leo Messiego były nieprawdopodobnej urody (drugi w karierze dublet z rzutów wolnych), ponadto piękną bramkę zdobył Dembélé, który w umiejętny sposób odpowiedział krytykom. Wynik 4:0 jest całkowicie zasłużony, był to chyba najlepszy mecz Barcelony w tym sezonie, a kto wie czy i nie jeden z najlepszych za kadencji Valverde (choć na pewno nie najlepszy). W nagrodę nastąpiło powiększenie przewagi nad wiceliderem do trzech oczek. Espanyol z kolei po świetnym początku sezonu popadł w marazm i aktualnie zajmuje 10. lokatę.

 

Eibar - Levante 4:4
(Enrich 8'; Escalante 57'; Charles [kar.] 61', 65' --- Morales 9'; Rober 25'; Toño 75'; Mayoral 90+1')

Absolutny mecz kolejki! Czegoś takiego kibice La Liga już dawno nie widzieli! Niewiele wskazywało na to, że na Ipurua zobaczymy taki mecz, który przysporzy nam tylu emocji. A jednak! Na początku szybko na prowadzenie wyszli gospodarze, jednak po niespełna minucie był już remis, a po kwadransie drugą bramkę strzelili goście. Taki też rezultat utrzymywał się do przerwy. Kiedy jednak Eibar po zmianie stron przyspieszyło i między 57., a 65. minutą zdobyło trzy bramki, wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą i trzy punkty za to spotkanie przypadną Baskom. Tak się jednak nie stało! Fenomenalna końcówka zakończona bramką wypożyczonego z Realu Madryt Borjy Majorala dała Levante heroicznie wręcz wywalczony punkt. A samo spotkanie kandydować może do najlepszego spotkania nie tylko miesiąca, ale być może i sezonu. Tym bardziej, że akurat po tych drużynach nikt show się nie spodziewał. Ekipa z Valencii wciąż znajduje się na pozycji 6., dającej prawo do startu w eliminacjach Ligi Europy. No ale sezon przecież nie jest jeszcze nawet na półmetku.

 

Huesca - Real Madryt 0:1
(Bale 8')

Real Madryt. Drużyna potrzebująca zwycięstw i punktów jak tlenu. Rywalem Huesca, która wyraźnie odstaje od reszty i od dłuższego czasu okupuje 20. miejsce w tabeli. Nawet pomijając fakt, że to mecz wyjazdowy, chyba nikt w Hiszpanii nie potrafiłby wyobrazić sobie, że Los Blancos w niedzielę punkty stracą. A jednak takie rozwiązanie było możliwe, ba!, nawet prawdopodobne! Królewscy bardzo szybko wyszli na prowadzenie, jednak na przestrzeni całego meczu zaprezentowali się naprawdę kiepsko, a zdobycie bramki przez beniaminka wisiało w powietrzu. Po meczu nie brakowało głosów, że gospodarze zasłużyli nie tylko na jeden punkt, ale i na trzy. Ostatecznie Real trzy oczka z Hueski jednak wywiózł, jednak z taką grą podopieczni Santiago Solariego za bardzo nie mają czego szukać wśród najlepszych drużyn Europy.

 

Real Sociedad - Real Valladolid 1:2
(Oyarzabal 62' --- Toni 15'; Antonito 54')

Valladolid znów zaskoczył, choć chyba w najmniej spodziewanym momencie. Beniaminek, którego właścicielem jest słynny Brazylijczyk Ronaldo, pokonał na Anoeta Real Sociedad, co mimo wszystko można nazwać niespodzianką. Choć oba zespoły prezentowały raczej przeciętną formę, to faworyta upatrywano raczej w gospodarzach. Baskowie wzięli się jednak poważnie za grę dopiero po utracie drugiej bramki. Szybko udało się zdobyć gola kontaktowego, jednak w dalszej części meczu piłka do siatki już nie wpadła. Mecz ten pokazał, że nawet najlepsze oblężenie bramki w końcówce może nie przynieść efektów, jeśli przez pozostałą część meczu grało się po prostu źle. Obie ekipy są sąsiadami w tabeli - Valladolid jest 12., zaś Sociedad 13.

 

Real Betis - Rayo Vallecano 2:0
(Lo Celso [kar.] 59'; Sidnei 76')

Nie zawiódł z kolei Real Betis, który gościł u siebie znajdujące się w strefie spadkowej Rayo. Goście z Vallecas, tradycyjnie już, pokazali na Estadio Benito Villamarin ciekawą piłkę, jednak w tym wypadku nie przyniosła ani nawet jednego punktu. Punktem przełomowym w tym meczu był rzut karny, który ewidentnie podłamał wiarę w siebie piłkarzy Rayo. Do tego momentu, a więc przez niemal godzinę, spisywali się oni naprawdę nieźle i można było spodziewać się niespodzianki. Ostatecznie jednak nieco ponad kwadrans później gwóźdź do trumny wbił Sidnei, pogrążając tym samym Rayo w marazmie. Betis tym samym doskoczył na 7. pozycję i do czwartego Realu traci ledwie cztery oczka.

 

Athletic Bilbao - Girona 1:0
(Aduriz [kar.] 90+2')

Fantastyczny debiut Gaizki Garitano jako trenera Athletiku Bilbao! W środku tygodnia, wcześniej, wykonał swój obowiązek, czyli pokonał Hueskę w Pucharze Króla i awansował do kolejnej fazy Pucharu Króla (choć rozmiary zwycięstwa - 4:0 - mogły sugerować, że Baskowie wreszcie odpalą). Dzisiaj natomiast miał wydostać drużynę ze strefy spadkowej, co też mu się udało, choć z niemałą dozą szczęścia. Ale przecież dobry trener musi mieć szczęście. Tym razem polegało ono na tym, że w doliczonym czasie gry arbiter podyktował dla Athletiku jedenastkę, którą pewnie na bramkę zamienił Aritz Aduriz. Wygrana była jednak absolutnie zasłużona - gospodarze po prostu stłamsili Gironę i całkowicie zasłużenie wygrali. Można tylko się zastanawiać, jakim cudem rozmiary zwycięstwa były tak niskie. Ten mecz pokazał jednak, że Garitano i Bilbao to może być połączenie fantastyczne. I długie. I zapewne takie będzie.

 

Tabela po 15 kolejkach - KLIKNIJ TUTAJ


Źródło: ligahiszpanska.com

Tagi: A, Alavés, Atletico Madryt, Celta Vigo, Eibar, espanyol, fc barcelona, getafe, Girona, Huesca, La Liga, Leganes, levante, Rayo Vallecano, Real Betis, Real Madryt, Real Sociedad, Real Valladolid, sevilla, valencia, villarreal

Komentarze - bądź pierwszy, skomentuj! Obserwuj Dodaj opinię

Powiązane artykuły
Zobacz także

Najnowsze aktualności

[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.